Łącznie użytkowników: 28 Najnowszy użytkownik: dunio
Zaprzyjażnieni
Szarpiąc strunę
PIWO
Lubię kiedy się zieleni, lubię jak się piwo pieni I gdy można w pianę lekko wsunąć wąs Chociaż czasem tak się spoję, że do domu iść się boję No bo stara łapie zaraz dziwny dąs
Lecą garnki i talerze, lekko się unosi pierze No i gratkę ma sąsiedztwo na dokładkę Drży w posadach kamienica, taki szum robi diablica Pewnie już ją każdy bierze za wariatkę
By wprowadzić ład i spokój cicho więc opuszczam pokój I unoszę całe życie na ulicę. Tam na rogu kumple stoją, oni też się widzę boją, Bo ratunek wszelki czerpią wprost z butelki
A ja wiem, że na mój ból dobry jest żywiecki full Sprężam ciało i do baru ruszam śmiało A po chwili już radośnie znowu się przyglądam wiośnie Barman leje a wokoło jest wesoło
Lubię kiedy się zieleni, lubię jak się piwo pieni Gdyby to zrozumieć chciała moja mała Świat by inne miał wymiary, znikły wreszcie by koszmary No a życie by płynęło należycie ....
Czerwony jak cegła
Nie wiem jak mam to zrobić, ona zawstydza mnie. Strach ma tak wielkie oczy, wokół ciemno jest. Czuję się jak Benjamin i udaję, że śpię. Może walnę kilka drinków, one nakręcą mnie, Nakręcą mnie! Czerwony jak cegła, rozgrzany jak piec, Muszę mieć, muszę ją mieć. Nie mogę tak odejść, gdy kusi mnie grzech. Muszę mieć, muszę ją mieć Nie wiem jak mam to zrobić, by mężczyzną się stać I nie wypaść ze swej roli, tego co pierwszy raz. Gładzę czule jej ciało, skradam się do jej ust. Wiem, że to jeszcze za mało, aby Ciebie mieć, No aby Ciebie, Ciebie mieć! Czerwony jak cegła... Nie wiem jak to się stało, ona chyba już śpi, Leżę obok pełen wstydu, krótki to był zryw. Będzie lepiej, gdy pójdę, nie chcę patrzyć jej w twarz. Może kiedyś da mi szansę, spróbować jeszcze raz, Jeszcze jeden, jeden raz!
Autsajder
Chociaż puste mam kieszenie No i wódy czasem brak Ja już nigdy się nie zmienię Zawsze będę żył już tak Nie słuchałem nigdy ojca Choć przestrzegał - zgnoją cię Z naiwności w oczach chłopca Dziś już wielu śmieje się
Ale jedno wiem po latach Prawdę musisz znać i ty Zawsze warto być człowiekiem Choć tak łatwo zejść na psy
Kumpel zdradził mnie nie jeden I nie jeden przegnał, lecz Nie szukałem zemsty w niebie Co kto robi - jego rzecz Ta dziewczyna, którą miałem Chciała w życiu tylko mnie Teraz z innym jest na stałe Każdy kocha tak jak chce....
Ale jedno wiem po latach Prawdę musisz znać i ty Zawsze warto być człowiekiem Choć tak łatwo zejść na psy
Chociaż puste mam kieszenie No i wódy czasem brak Ja już nigdy się nie zmienię Zawsze będę żył już tak....
Whisky
mówią o mnie w mieście - co z niego za typ wciąż chodzi pijany, pewno nie wie co to wstyd brudny, niedomytek - w stajni ciągle śpi czego szukasz w naszym mieście idź do diabła - mówią ludzie pełni cnót ludzie pełni cnót
chciałem kiedyś zmądrzeć, po ich stronie być spać w czystej pościeli, świeże mleko pić naprawdę chciałem zmądrzeć i po ich stronie być pomyślałem więc o żonie aby stać się jednym z nich jednym z nich
już miałem na oku hacjendę - wspaniałą, mówię wam lecz nie chciała tam zamieszkać żadna z pięknych dam wszystkie śmiały się wołając, wołając za mną wciąż bardzo ładny frak masz Billy, ale kiepski byłby z ciebie mąż kiepski byłby mąż - wiedziałem
whisky - moja żono - jednak tyś najlepszą z dam już mnie nie opuścisz nie, nie będę sam mówią - whisky to nie wszystko, można bez niej żyć lecz nie wiedzą o tym, że - że najgorzej to to samotnym być, to samotnym być - nie nie chcę już samotnym być - nie...
Sen o dolinie
Znowu w życiu mi nie wyszło, Uciec pragnę w wielki sen, Na dno tamtej mej doliny, Gdzie sprzed dni doganiam dzień, W tamten czas, lub jego cień.
Znowu obłok ten różowy, Pod nim dom i tamta sień, Wszystko w białej mej dolinie, Gdzie sprzed dni doganiam dzień, Jeszcze głębiej zapaść w sen.
Późno, późno, późno... późno jest, Sam wiem, że zbyt późno jest, By zaczynać wszystko znów.
Późno, późno, późno... późno jest, Sam wiem, że zbyt późno jest, By zaczynać wszystko znów.
Znowu szarych dni pagóry, Znów codziennych rzeczy las, Wolę swoją znów dolinę, Obok której płynie czas, Szuka jej, kto był tu raz.
Konik Na Biegunach
Za rok może dwa schodami na strych Odejdą z ołowiu żołnierze Przeminie jak wiatr uśmiechów twych świat Kolory marzeniom odbierze Za rok może dwa schodami na strych Za misiem kudłatym poczłapią Beztroskie te dni I zobaczysz Że jednak wspaniały był on...
Refren: Konik - z drzewa koń na biegunach Zwykła zabawka mała huśtawka A rozkołysze rozbawi Konik - z drzewa koń na biegunach Przyjaciel wiosny uśmiech radosny Każdy powinien go mieć
Kłopotów masz sto I zmartwień masz sto Bez przerwy to trwa karuzela Nie lalka co łka ni piłka co gra Bez reszty twój czas dziś zabiera Ulica szeroka wystawa - to tu Na chwilę przystajesz zdumiony Uśmiechnij się więc I zawołaj Jak wtedy gdy na grzbiecie cię niósł...
Radosny to dzień wspaniały to dzień Wracają z ołowiu żołnierze Ze strychu znów w dół schodami aż tu Wracają lecz już nie do ciebie By ktoś tak jak ty beztroskie miał dni Powrócił przyjaciel ten z wiosny Dlaczego to każdy już powie Na plecach przyniosłeś go tu...
Alleluja!
Tajemny akord kiedyś brzmiał Pan cieszył się gdy Dawid grał, Ale muzyki, dziś tak nikt nie czuje. Kwarta, kwinta - tak to szło Raz wyżej w dur, raz niżej w mol Nieszczęsny król ułożył Alleluja!
Alleluja! Alleluja! Alleluja! Alleluja!
Na wiarę nic nie chciałeś brać, Lecz sprawił to księżyca blask, Że piękność jej na zawsze cię podbiła. Kuchenne krzesło tronem twym Urzekła cię - już nie masz sił I z gardła ci wydarła - Alleluja!
Alleluja!...
Dlaczego mi zarzucasz wciąż, Że nadaremno wzywam Go? Ja przecież nawet nie znam go z imienia. W każdym słowie światął błysk, Nieważne czy, usłyszysz dziś Najświętsze, czy nieczyste - Alleluja!
Alleluja!...
Tak się starałem, ale cóż: Dotykam tylko zamiast czuć, Lecz mówię prawdę, nie chcę was oszukać. I chociaż wszystko poszło źle, Przed Panem Pieśni stawię się Na ustach mając tylko - Alleluja!
Alleluja!...
Maja
Pszczółka Maja sobie lata zbiera nektar gdzieś na kwiatach a pan Gucio w tulipanie czeka sobie na śniadanie x2
Przyleciała gdzieś na kwiatek Ale z Gucia jest gagatek atakuje niespodzianie z tego wielkie jest śniadanie
Pszczółka Maja sobie lata zbiera nektar gdzieś na kwiatach a pan Gucio w tulipanie czeka sobie na śniadanie x2
Tekla patrząc ze swej sieci co robicie drogie dzieci Opuściła sie ciut niżej a tam Gucio Maję liże
Pszczółka Maja sobie lata zbiera nektar gdzieś na kwiatach a pan Gucio w tulipanie czeka sobie na śniadanie x2
Aleksander patrząc na to wyrwał się ze swą armatą na biedronki trzy kropeczki by pbawić się troszeczki
Pszczółka Maja sobie lata zbiera nektar gdzieś na kwiatach a pan Gucio w tulipanie czeka sobie na śniadanie x2
Konik Filip już nie może Myśli kiedy się położe Patrzy obok leci mucha idę właśnie ją zobaczyć
Pszczółka Maja sobie lata zbiera nektar gdzieś na kwiatach a pan Gucio w tulipanie czeka sobie na śniadanie x2
Oddział mrówek tańcząc w koło Oh jak kurcze jest wesoło chdźcie się zbierzemy w kupę i zerżniemy Maji w dupę
Pszczółka Maja sobie lata zbiera nektar gdzieś na kwiatach a pan Gucio w tulipanie czeka sobie na śniadanie x2
Ale to już było
Z wielu pieców się jadło chleb Bo od lat przyglądam się światu Nieraz rano zabolał łeb I mówili zmiana klimatu
Czasem trafił się wielki raut Albo feta proletariatu Czasem podróż w najlepszym z aut Częściej szare drogi powiatu
Ale to już było i nie wróci więcej I choć tyle się zdarzyło to do przodu Wciąż wyrywa głupie serce
Ale to już było, znikło gdzieś za nami Choć w papierach lat przybyło to naprawdę Wciąż jesteśmy tacy sami
Na regale kolekcja płyt I wywiadów pełne gazety A oknami kolejny świt I w sypialni dzieci
One lecą droga do gwiazd Przez niebieski ocean nieba Ale przecież za jakiś czas Będą mogły same zaśpiewać
Ale to już było i nie wróci więcej I choć tyle się zdarzyło to do przodu Wciąż wyrywa głupie serce
Majka
Gdy jestem sam, myślami biegnę Do mej najdroższej, jak rzeka wiernej
Majka, nie jestem Ciebie wart Majka, zmieniłbym dla Ciebie cały świat
Choć dni mijają i czas ucieka Ty jesteś wierna, wierna jak rzeka
Majka, nie jestem Ciebie wart...
Byłaś mą gwiazdą, byłaś mą wiosną Sennym marzeniem, myślą radosną
Majka, nie jestem Ciebie wart...
Oddałbym wszystko, bo jesteś inna Za jeden uśmiech, jedno spojrzenie
Pozdrowienia dla całej EKIPY (z tego co słyszałem wspaniałych ludzi) a będę miał okazje poznać większość za tydzień bo ma tą przyjemność jechać z rodzinką na wspólne wakacje z EKIPĄ pozdrawiam.
Upałów to nam akurat nie brakuje. Dziś musiałem jechać 30tką bo asfalt chlapał spod kół.
Nacierajcie się tam tym piaskiem, nacierajcie popracujemy za Was
We wtorek 1 czerwca 2010 Warszawska Strefa wyrusza na pomoc powodzianom .Jadą samochody terenowe i samochody dostawcze .Jedziemy w okolice Slubic .Zapraszam do wzięcia (czynnego udziału
kilka sekund