|
Timek trophy
Po przemierzeniu kilkuset kilometrów trasy dojazdowej – kolejna raz zawitaliśmy w Kołobrzegu. Radość spotkania i wspólnej jazdy ,wieczornych rozmów i oglądanie pierwszych zdjęć. Mariola i Tomek w roli wspaniałych gospodarzy, dorastający Michał zmieniający się z obserwatora –w pełnoprawnego, zaangażowanego członka Ekipy.
Dla takich chwil warto poświęcać ostatnie dni urlopu. Słowa podziękowania również dla ciebie Jacku - krótszy staż w Ekipie ,ale zaangażowanie w pomoc podczas przygotowań trasy i czuwanie nad wszystkim zacne. Dobrze ,że przyjechał Michał z Olą, Chmiel-bard nasz niezwyczajny i Lidzia -matka-niebawem, bo chyba byłoby im żal gdyby nie dotarli /a i kompletu by nie było/. Nareszcie Ekipa w pełnym składzie!
Oprócz przygotowanej trasy możliwość skorzystania z naprawy w warsztacie. Przepyszne jedzenie, plaża i kąpiel w morzu. Czego jeszcze można chcieć więcej? Chyba tylko tego, by czas, o ile nie mógłby się zatrzymać, to przynajmniej rozciągnąć na tyle by trwało to wszystko dłużej...
W pierwszym dniu rozterka :jechać czy nie? Wytyczona trasa znacznie odbiegała od turystycznej, przypominając raczej połączenie fragmentu poligonu i toru crossowego. Pierwsza para wyjazdowa-Artur i Janusz. Po krótkiej, acz burzliwej naradzie decyzja próbujemy. Przygotowanie trapów, sprawdzenie wyciągarek i… Atak! To jedna z tych chwil kiedy rozwaga przypomina o konieczności pokonania drogi powrotnej i związanego z tym określonego stanu technicznego sprzętu a niepokorny duch off-roadowy namawia do jazdy. Tym razem obyło się bez uszkodzeń, a satysfakcja ogromna, nie mówiąc o ilościach wydzielonej adrenaliny.
Kolejno walczyły wszystkie ekipy ,współpracując w warunkach prawie tropikalnych –upalne słońce i duża wilgotność zmusiły niejednego do odpoczynku. Następnego dnia przejazd leśnymi drogami. Chłód, błoto, zieleń przekwitających /niestety/ żarnowców. Kilka miejsc wymagających pomocnej liny. W radiu rozlega się: ,,help-I need somebody". Brawurowo przejeżdża Mariola. Znacznie większe niż zwykle oczy Tomka na tylnej kanapie i skarga,że nawet dostęp do radia ma utrudniony… Trudno to wszystko opisać – tam po prostu trzeba być.
Kiedy wydawało się, że to wszystkie przygotowane atrakcje, wiadomość: gramy w paintball! Warto było zobaczyć jak członkowie Ekipy przechodzą zmianę wyglądu zakładając kombinezony i wyglądając jak piloci myśliwców podekscytowanie dotyczyło zarówno najmłodszego uczestnika zabawy, jak i tych znacznie starszych.
Chwila refleksji podczas kończącego trasę przejazdu przez miasto – jedziemy nie jak przypadkowo połączeni tą samą pasją ludzie, ale jak prawdziwa, zgrana drużyna. Kolejny - tym razem już pożegnalny wieczór w altance, śmiech, rozmowy i atmosfera jedyna w swoim rodzaju - po prostu „ekipowa”.
Ta relacja jest znacznie krótsza niż poprzednie, ale koniec lata nastraja trochę nostalgicznie i może zamiast dynamicznej relacji off-roadowej - relacja z drogi powrotnej:
Aleja starych dębów z pniami pękniętych serc Schyłek lata opustoszałych bocianich gniazd czekających na wiosnę. Ktoś powiedział, że zawsze jest Jakieś jutro. Warto czekać
Dziękuję Wam .
Krysia.
Zapraszamy do obejrzenia Galerii!

|